niedziela, 29 marca 2015

Rozdział 1 : Nowy.



Bip , Bip . Bip
- Hm. - mrukną i przekręcił się na drugi bok.
Bip , Bip , Bip ...
- Wendy , wyłącz to. - szepną zaspany , usłyszał jakieś mruknięcie koło siebie.
Bip , Bip , Bip ...
- Nosz ja nie mogę. - z trudem podniósł się do pozycji siedzącej i wyłączył budzik. Spojrzał na drobną istotkę leżącą obok. Znowu przyszła do niego w nocy. W sumie to zawsze do niego przychodzi. Przez koszmary nie może spać sama a on nie chce jej tak zostawić. Spojrzał na budzik. Jest 6:30 , z trudem wstał by później wejść do łazienki. Dziś jest 24 lutego X997 roku , poniedziałek , a on musi iść dziś do tej wnerwiającej szkoły , wiadomo skąd ta niechęć , bycie nowym nie jest łatwe , nie wiesz co cie czeka. Ale to najmniejszy problem. Niedługo jego kochana , niebiesko włosa przyjaciółka kończy swoje 18 urodziny. Przyjechali do tego miasta tydzień temu ale dopiero dzisiaj ich obowiązki jako uczniów się zaczynają.
- Dzień dobry Na-chan. - zwrócił wzrok na ziewającą , przybraną siostrzyczkę , nie są rodzeństwem ale tak się postrzegają , i dla nich nie ważne są więzy krwi.
- Wyspana?
- Taak. - ziewnęła.
- Dzisiaj idziesz do szkoły.
- Wiem , zaraz zrobię śniadanie.
- Ubierz się , ja zrobię śniadanie. - zaproponował.
- Yep! Na-chan będzie robił jedzonko! - nagle się ożywiła i szybciej niż wiatr podbiegła do szafy by wyciągnąć ciuchy na zmianę. Zaśmiał się na tą reakcję z jej strony , ona aż tak lubi jego kuchnie? Ale , cóż się dziwić. Przecież to on uczył ją gotować. Poczuł się z tego faktu dumny. Poszedł do kuchni by zobaczyć co ma w lodówce.... Prawie pusta , eh , będzie trza zrobić zakupy.
- Wendy! Co chcesz zjeść? - krzykną do niebieskowłosej która już pędziła , ubrana , do kuchni.
- Hm... może jajecznicę? - nagle sposępniał. - Coś się stało? Na-chan?
- Ech , nie mamy jajek , muszę dzisiaj zrobić zakupy.
- To zrób w takim razie , co chcesz Na-chan.-uśmiechnęła się.
- Mogę zrobić ci jedynie kanapkę albo zapiekankę na szybko , wybieraj.
- Zapiekanka! - klasnęła w ręce szczęśliwa. Wyciągną szybko ser i masło i zaczął przygotowywać jedzenie. - Na-chan? - zapytała po chwili.
- Tak?- wsadził kanapki do piekarnika.
- A musisz dzisiaj iść do szkoły? - zrobiła minę zbitego psa której on nawet nie zauważył.
- Muszę , tak samo jak ty. - powiedział łagodnie.
- A odprowadzisz mnie do szkoły? - po 5 minutach wyciągną gotową zapiekankę z piekarnika i postawił przed Marvel.
- Pewnie. - uśmiechną się uśmiechem którym obdarza tylko wyjątkowe osoby , a taką właśnie była Wendy którą traktował jak młodszą siostrę. - mamy jeszcze trochę czasu więc możemy iść do parku , co ty na to?
- Taaak! Pójdziemy do parku , do parku! I Na-chan weźmiesz mnie na barana! - zaćwierkała , później zaczęła już jeść śniadanie. - Pyszne! - powiedziała z pełną buzią.
- Tak , tak. Najpierw połknij później mów. - pogłaskał ją po główce. Jednak po chwili przybrał zmartwiony wyraz twarzy. - Nadal masz te koszmary? - gdy skończyła jeść , niepewnie odpowiedziała.
- T-tak. Ale nie smuć się Na-chan , sam mówiłeś że to przejdzie.
- Wendy , co tym razem ci się śniło?
- Nie opuścisz co? - uśmiech przekształcił się w grymas na jej twarzy , nie było łatwo o tym mówić. Zwłaszcza że to coś strasznego dla niej w przeciwieństwie do Dragneela , on nie boi się koszmarów ale martwi się o tą małą istotkę. - Była mgła , strasznie gęsta , pod stopami miałam trawę po której szłam dalej , zauważyłam drzewo i podeszłam tam , jednak gdy byłam już blisko , zauważyłam ... to coś.
- Coś?
- To nie przypominało zwykłej osoby . - zaczęła się trząść.- miała czerwone oczy , widziałam jak leci jej z ust krew , nagle zerwał się wiatr i tak jakby ... ona go po prostu chwyciła i wycelowała we mnie , ale ... uniknęłam , i nie było jej , myślałam że to koniec... ale nagle stała już tuż przede mną i wyciągała rękę , gdy się odsunęłam , wściekła się , i później znikła , nic więcej nie pamiętam. - dostałą teraz strasznych drgawek więc by chociaż trochę ją uspokoić przytulił ją.
- Ciii , to był tylko sen , na szczęście. -wyszeptał. - Ale co to było? Wiedziałaś chociaż?
- Nie co , tylko kto.
- Kto... Człowiek?
- To byłam ja , Na-chan , czemu to byłam ja , przecież ja tak się nie zachowuję. Boję się , nie chce znów jej zobaczyć. - zaszlochała.
- Nie bój się , coś na to poradzimy. Też przez to przechodziłem.
- Ale ty już to przezwyciężyłeś , Na-chan , jak?
- Nie wiem. - odpowiedział dalej ją tuląc i głaskać. - Chciałbym ci pomóc ale nie wiem jak. - posmutniał bardziej , ale płakać nie będzie , po prostu gdy się smucił przybierał taki wyraz twarzy jak w tej chwili. - Wendy , a jak przyszłaś do mnie to miałaś później znów ten koszmar?
- Nie. Jak jestem przy tobie Na-chan , to nie , tak jakbyś odganiał te koszmary.
- Rozumiem.  - odsuną się od niej i poczochrał jej włosy lekko się uśmiechając. - Na razie nie przejmuj się tym. Później nad tym pomyślimy. Teraz chodźmy do parku puki czas. - odwzajemniła uśmiech i otarła twarz ręką.
- Dobrze! - wstała i popatrzyła na zielonookiego. - Tylko najpierw się ubierz Na-chan. - zachichotała ,  posłuchał jej rady i poszedł się ubrać , przecież nie będzie paradował w samym podkoszulku i bokserkach. Gdy wyszedł z pokoju zobaczył stojącą już przy drzwiach Marvel , z plecakiem przewieszonym przez plecy. Sam wziął swoją torbę i przewiesił przez ramię. Skoro dopiero dzisiaj idzie do nowej szkoły , musiał wyglądać jak przeciętny nastolatek - pomijając jego różowe włosy - z tym zamiarem ubrał skórzaną kurtkę , żółtą koszulkę z drukiem jakiejś firmy i czarne dżinsy a do tego zimowe , czerwone buty.
- To idziemy?
- Tak! - wykrzyknęła w ekstazie. Wyszli z mieszkania i skierowali się do parku , który był blisko szkoły.

                                                                          •••

Siedział w parku znudzony. Loki zlecił mu to cholerne zadanie , a w dodatku jeszcze kto jest jego celem! Jeśli spotka się z tym chłopakiem , tamten najprędzej albo będzie chciał mu wpierdolić , albo ucieknie. Chociaż pierwsza opcja jest bardziej prawdopodobna. Po tym co mu kiedyś zrobił nie zdziwi się. I wątpił też że to zadanie odniesie sukces , nie wie czy uda mu się do niego zbliżyć , a w dodatku zostać czymś w rodzaju kumpla. I jeszcze Juvia. Tak kobieta jest niemożliwa. Już wolałby być ściganym przez Missuma (łac. Missum - pl. Wysłannik) niż przebywania z nią w jednym miejscu. Teraz trza się skupić na zleceniu. I właśnie gdy stawał by już iść , zauważył swój cel , siedzący na ławce niedaleko niego. I tak po prostu zaczął się gapić.

                                                                         •••

Jak on nienawidzi zimy. Nigdy jej nie lubił , nie pamiętał już nawet dlaczego , ale wie też że na pewno nie przez chłód , to mu nie przeszkadzało , wręcz przeciwnie , uwielbiał to kojące uczucie zimna. Ale samej zimy nie lubił , po prostu nie lubił i tyle. Westchną męczeńsko , Wendy poszła posiedzieć na placu zabaw a on tylko od czasu do czasu zerkał w tamtym kierunku czy nic jej nie jest. Nagle poczuł na sobie czyjeś spojrzenie. Poszukał wzrokiem kogoś i dostrzegł gapiącego się na niego jakiegoś faceta , ten koleś przypomina mu pewną osobę , której nie chciałby znać. Posłał mu znudzone a jednocześnie lodowate spojrzenie. Nie miał ochoty na zaczepki jakiś przypadkowych ludzi. Wstał i skierował się wprost do niebieskowłosej.

                                                                          •••

Uniósł jedną brew do góry rozbawiony spojrzeniem chłopaka ,  rozpoznał go czy nie? Chyba rozpoznał sądząc po jego twarz ,- ale gdyby wiedział jak bardzo się pomylił - stał jeszcze tak chwilę patrząc co robi ów osobnika , i postanowił go trochę poobserwować , z ukrycia. W tym celu schował się za jeszcze stojącym bałwanem , niby zbliża się wiosna a tu ci niespodzianka , dzieciaki które to zrobiły musiały być niezłymi artystami by bałwan się jeszcze trzymał. Jak on jest wdzięczny tym małym bachorom. Zaczął się zastanawiać kim jest ta mała dziewczynka do której podszedł różowy.

                                                                        •••

- Wendy. Chodź odprowadzę cię do szkoły , spóźnimy się jak teraz nie pójdziemy. - prawda , musieli już iść , jest 7:00 a lekcję zaczynają się o 8:00 , a zanim odprowadzi Wendy do swojej , pójdzie do swojej , przebierze się , znajdzie klasę , i nie narazi się nikomu , to minie trochę czasu. Marvel chciała jeszcze chwilę tu posiedzieć i poobserwować , istniejące jeszcze płatki śniegu , ale nie będzie się teraz sprzeciwiać swojemu , starszemu ,,braciszkowi" , poza tym , chce poznać jakieś miłe osoby w nowej klasie.
- Dobrze. - uśmiech wogóle nie zchodził jej z twarzy , zawsze się uśmiecha , no chyba że stanie się coś takiego jak dzisiejszego poranka. Dragneel chciał złapać ją za rękę ale on uciekła za niego. - Chcę żeby Na-chan mnie poniósł. - zrobiła minę niewiniątka , różowowłosy nie mógł jej odmówić , i z czułym uśmiechem posadził ją tak że jej nogi były po obu stronach jego szyi a dłońmi trzymała się jego włosów. - Ruszaj Na-chan! - krzyknęła wskazując palcem przed siebie. I ruszyli w kierunku szkoły średniej.

                                                                       •••

Zaczął iść w pewnej odległości za nimi , byleby go nie zauważyli. Kim jest ta dziewczynka? Loki nic mu o niej nie powiedział. Miał tylko nadzieję że nie będzie mu jeszcze bardziej obciążać zadania , skoro już myślał że jest na przegranej pozycji. Na serio musieli mu zlecić to cholerne zadanie?

                                                                       •••

Szedł dalej z nią na szyi , w pewnej chwili odwrócił się do tyłu , czując że ktoś za nimi idzie. I zobaczył tego faceta z parku. Zaczepki szuka skurwiel czy co?! Próbując to na razie zignorować przyśpieszył chód by szybko odstawić jego młodszą ,,siostrę" na miejsce.

                                                                       •••

Gdy różowowłosy odwrócił się , Gray zaczął patrzeć się w całkiem innym kierunku , jak idiota myśląc że tamten nic nie zauważył. I tak jak on przyśpieszył chód. Teraz to dopiero się wszystko pokomplikuje. Gdy on będzie chciał się jakoś zbliżyć do niego , tamten może się go pytać czemu go śledził. A przecież mógł poczekać na niego w klasie! Po co aż tak się pośpieszył!

                                                                      •••

-To tu. - odstawił Marvel na ziemie a ona się przytuliła do niego na pożegnanie.
- Przyjdziesz po mnie , prawda , Na-chan?
- Pewnie. Tylko na mnie zaczekaj. - uśmiechną się. Niebieskowłosa pobiegła do środka , a on skierował się teraz do swojego liceum. Popatrzył na wyświetlacz w telefonie.  7: 10 , a zanim dojdzie do szkoły wracając się tą samą drogą minie jakieś 20 min. Spokojnym krokiem szedł przez ulice co chwile się gdzieś patrząc , czuł na sobie , ciągle czyiś wzrok. Czy to tamten facet? Może i tak. Dla pewności Dragneel przyśpieszył i skręcił szybko w lewo by zgubić natrętnego pasożyta. I gdy myślał że już go zgubił , na powrót zmierzał do szkoły.

                                                                      •••

Kiedy nagle skręcił , Fullbuster pomyślał że został zauważony (wreszcie!). Skręcił tam gdzie on ale ... jego już nie było.
- Szlag by to trafił. - kopną jakiś przypadkowy kamień. - Zgubiłem go. - westchną męczeńsko. - Wiedziałem że to nie będzie łatwe zadanie. - po uspokojeniu się trochę , ruszył w kierunku szkoły , ale pomyślał ,,że po co iść jak człowiek i się spóźnić". I w jednej sekundzie tak przyśpieszył że ludzie których mijał nie mogli go zauważyć. Tak , to jedna z zalet bycia w większości czymś innym niż człowiekiem.
                                                                   
                                                                      •••

Gdy przechodził koło jubilera wpadła mu w oko jedna szczególna rzecz. A mianowicie niebieski pierscionek z również niebieskim kamieniem w środku o kształcie kwadratu. Wyglądał naprawdę pięknie.
- Chyba by się nadawał... - szepną do siebie , pokręcił głową i ruszył w dalszą drogę. Jeszcze kawałek , już miną park i widać w oddali szkołę . Przyśpieszył tempo by zdążyć.

                                                                      •••

Otworzył drzwi do klasy i to co zobaczył zdziwiło go , lecz nie dał po sobie tego poznać. ,,Skąd ich się tu tylu wzięło? " pytał się w myślach. Przecierz przedtem opuszczali szkołę , co , zebrało im się od tak na naukę?. Dlaczego tu przyszli? W dodatku są tu wszyscy. ,, Łoo , hola , co tu się wyrabia" myślł tak gdy podszedł do niego niebieskowłosy chłopak.
- Yo Gray.
- Taa , cześć Jell. - podszedł do swojej ławki a Fernandes przed nim koło Lokiego. - Co oni tu robią? - szepną do nich tak by tamci go nie słyszeli. Loki odwrócił się do niego z poważną miną.
- Zapomniałem ci wczoraj wspomnieć że inni też już o nim wiedzą. - także mówił cicho.
- No świetnie. Teraz nasze szanse wyrównały się z innymi.
- Ej , spokojnie , w razie czego Erza ci pomoże. - odezwał się Jellal. Czarnowłosemu zleciała kropelka potu po twarzy.
- Może lepiej żeby Erza się do tego nie mieszała. - ,,bo znając życie wtedy różowy nie przeżyje konwersacji z nią" dodał w myślach. Gdy zadzwonił dzwonek większość usiadła w ławkach ciągle gadając.

                                                                      •••

A mógł wcześniej wyjść. Już po dzwonku a on szuka klasy , a gdy znalazł na korytarzu plan zajęć , westchną męczeńsko po zobaczeniu gdzie ma lekcję.
- Trzecie piętro. - na pewno się spóźni , już na wstępie. Super. Uporał się z klatką schodową i szukał odpowiedniego numeru , aż w końcu znalazł , klasa C6. Otworzył po cichu drzwi które o dziwo nie zaskrzypiały , wtedy nauczyciel się na niego popatrzył.
- Nowy? - bardziej stwierdził niż zapytał , a on tylko pokiwał twierdząco głową. - Więc to ty. Podejdź. - szczęście że mężczyzna miał ściszony głos. Ale dziwnie się na niego gapił.


                                                                      •••

Do sali wszedł nauczyciel , ale i tak niektórzy jeszcze rozmawiali. Jellal popatrzył na blondyna wątpiąco.
- Mistrz już jest , a ucznia nie ma. - dziwnie to zabrzmiała , ale większość obecnych w klasie tak nazywało swojego nauczyciela od historii - Makarov Dreya.
- Widziałem go dzisiaj , spóźni się ale przyjdzie. - powiedział zamiast Lokiego. I wtedy drzwi się uchyliły a do pomieszczenia wszedł oczekiwany przez niego obiekt. Zainteresowani , jak i dziewczyny , zwrócili na niego uwagę.
- Więc to jest nasz nowy uczeń , bądźcie dla niego wyrozumiali. - starzec popatrzył na niego fachowym wzrokiem. - Nie pochodzisz z tąd prawda? - spytał.

                                                     
                                                                      •••      

Stanął przy biurku staruszka twarzą do niego , nie do klasy , ciągle z torbą przewieszoną sobie przez ramię , którą trzymał jedną ręką. Irytowało go to że prawie wszyscy się na niego gapili. Ale ciągle pozostawał z obojętnym wyrazem twarzy.
- Nie , nie jestem. - odpowiedział na pytanie nauczyciela.
- A więc z kąt. - dopytał. Patrząc na niego. Od niechcenia powiedział:
- Z Zachodniego wybrzeża Meksyku.
- Jesteś Hiszpanem? - widać było trochę że zdziwił się nauczyciel.
- Tak. A coś się stało? - teraz to się trochę zaniepokoił , a co jeśli oni nie tolerują obcokrajowców? A z resztą , jemu to obojętnie.
- Nie , nic , właściwie to dobrze , skoro tak to zaczniemy od dziś temat o tym kraju. - przemówił do klasy. - Chłopcze , tam masz wolne miejsce. - wskazał mu ławkę w której siedział .... ten facet co go dzisiaj spotkał! Zrobił wielkie oczy , ale później się ogarną i z poważną miną usiadł koło tego kolesia. Co mu się nie spodobało. Nie dość że kogoś mu przypomina , to dzisiaj go jeszcze śledził. On to zawsze musi nieć pecha. Oparł dłoń o podbródek i patrzył na tablicę na której starzec zaczął zapisywać notatki , próbując ignorować to że inni ciągle się na niego gapili.


                                                                      •••          

On też się zdziwił. Z Hiszpanii? To by wyjaśniało z kąt ta opalona skóra. Usłyszał też szepty niektórych dziewczyn , co to że jaki przystojniak trafił do ich klasy. Prychną na te ich rozmówki i strzeli face palma gdy nauczyciel kazał siadnąć różowemu z nim. No dobra , chwała dziadkowi , że jednak kazał usiąść różowemu koło niego , dając mu tym większe szanse na porozumienie. Postanowił też jakoś usprawiedliwić swoje dzisiejsze zachowanie i wyrwał mały kawałek papieru z zeszytu i napisał na niej ,,Sorry za dzisiaj , wyjaśnię ci na przerwie moje zachowanie na ulicy , co ty na to?"  , podsuną ją różowowłosemu i niby z zainteresowaniem popatrzył na krajobraz za oknem. Czekając na odpowiedź.


                                                                      •••

Gdy tamten facio podsuną mu jakiś papierek z zaciekawieniem odwiną go i przewrócił oczami dając oznaki swojej irytacji , już miał coś napisać , gdy odezwał się nauczyciel.
- A! Wiedziałem że o czymś zapomniałem , jak masz na imię młodzieńcze? - zwrócił się do niego.
- Natsu Dragneel - dzięki temu że zapadłą cisza w sali dało się usłyszeć co on powiedział. Zauważył że niektórzy patrzą na niego ze zdziwionym i niedowierzającym wzrokiem. Starcowi aż wypadła kreda z ręki , lecz po chwili odchrząkną i podniósł ją , znów stając na specjalnej drabinie , bo inaczej by nie dosięgną do tablicy ze swoim wzrostem karła. Inni też szybko zainteresowali się lekcją i zaczęli bazgrolić coś w zeszytach. Dragneel w końcu napisał coś na kartce ,  i podsuną ją temu kolesiowi.


                                                                       •••

Czyli że on jest synem ***. Wczoraj już znał jego nazwisko ale nie był pewny , a sądząc po wzroku pozostałych jego domyślenia były poprawne. To ci niespodzianka.  Wziął , rozwiną papier i przeczytał. ,,Nie ma o czym , po prostu zapomnijmy o tamtym i nie wchodźmy sobie w drogę". No świetnie , i jak on ma nawiązać z nim kontakt. Ale czekać. Jeszcze się nie poddał. Znów napisał mu na kartce: ,, A czy mógłbyś poświęcić chociaż chwilę czasu? Co ty na to , dzisiaj w tym pobliskim barze , poznasz przy okazji kilka osób z klasy" znów podsuną mu kartkę.


                                                                       •••

,, Jeśli już to w parku , przy placu zabaw , ale tylko chwila i tyle".


                                                                      •••

,, Jak chcesz".


                                                                     •••

Westchną męczeńsko , wcale nie chciało mu się spotykać z tym facetem. Nie chciał z nikim się spotkać. Nie może też zostawić Wendy samej , po prostu za bardzo troszczył się o tą małą istotkę. W pewnej chwili popatrzył ukradkiem na czarnowłosego lecz było to przelotne spojrzenie , nudziło mu się i zaczął się chuśtać na krześle z opuszczonymi wzdłuż rękami , i chuśtałby się tak do końca lekcji gdyby ktoś nie rzucił w jego stronę kulki zmiętego papieru , podniósł ją i spojrzał w tył na chichoczące dwie dziewczyny w rzędzie obok , odwiną kartkę by zobaczyć że jest na niej narysowane serce. Ziritowany już całkiem dzisiejszym dniem rzucił z całych sił kulką papieru ... trafiając w nauczyciela , no pięknie , wpadka już pierwszego dnia , a miał nie zwracać na siebie uwagi , no pięknie ,  po prostu pięknie. Usłyszał chichoty a po jego twarzy spadła kropelka potu. Posłał też zabójcze spojrzenie swojemu ,,koledze z ławki".


                                                                      •••


Patrzył ja zgniata kartkę a później trafia ona w staruszka , oj narobił sobie. Brechotał cicho tak jak reszta i jeszcze rozbawiło go spojrzenie Dragneela. A nauczycielowi zapólsowała żyłka na czole.
- Panie Dragneel , rozumiem że nie jest pan zainteresowany lekcją. Może znaleźć panu inne zajęcie na wstępie? Skoro nie ciekawi pana historia pańskiego kraju. - dobra , teraz to się zainteresował. Makarov chce sprawdzić nowego , ho , każdy przez to przechodził , on również.                                                                

                                                                     •••


- Interesuje mnie ,wiem tyle ile powinienem.
- Skoro tak to sprawdźmy to. - chce go przepytać już na początku? To ci dopiero, Ale spoko , odpowie na każde pytanie. - Co powie pan o wierzeniach meksykanów?
-Wielu Meksykanów wierzy w oczyszczanie duszy tak, jak to dawniej robili Aztekowie, jak również oczyszczającą moc tańca, mal de ojo, czyli złe spojrzenie, klątwy, uroki, złe moce i zazdrość, która może nawet zabić.
- Hm , a opowie pan o Nowej Hiszpanii?
- W 1521 roku hiszpańscy konkwistadorzy pod dowództwem Hernána Cotrésa podbili Państwo Azteków, a zdobyte terytorium nazwali Nową Hiszpanią. Ludność pochodząca z Hiszpanii (obejmująca najwyższe stanowiska w państwie) wymieszała się z miejscowymi Indianami oraz niewolnikami z Afryki. Od 1810 do 1821 roku trwała wojna o niepodległość, która zakończyła się traktatem pokojowym w mieście Córdoba, ustanawiając tym samym Meksyk jako niepodległe państwo. Cesarstwo Meksyku było monarchią przez 2 lata po czym ustanowiono ustrój republikański. Wojna z Amerykanami spowodowana przyłączeniem meksykańskiej prowincji Texas do Stanów Zjednoczonych znacznie osłabiła Meksyk.
- Co pan powie o podpisaniu konstytucji?
-Parę lat później po ataku Francuzów Cesarstwo Meksyku oddało się ich panowaniu. W 1867 republikanie odzyskali władzę, a 10 lat później, kiedy władzę objął Porfirio Diaz rozpoczęły się dyktatorskie rządy trwające do 1911 roku. Rok wcześniej w wyniku powstających różnic społecznych rozpoczęła się rewolucja, której liderami byli Zapata i Madero. Rewolucja pociągnęła za sobą masę ofiar, jednak po 7 latach, w 1917 roku doszło do podpisania Konstytucji, która od tamtej pory obowiązuje w Meksyku.W ciągu następnych 20 lat dwie postaci miały fundamentalne znaczenie w państwie: Plutarco Elías Calles i Lázaro Cárdenas. Pierwszy stworzył najważniejszą w państwie Partię Rewolucyjno-Instytucjonalną. Drugi natomiast doprowadził do końca reformę rolniczą.
- Co stało się po drugiej wojnie światowej?
-Po drugiej wojnie światowej Meksyk rozpoczął okres rozwoju: rozwinęła się infrastruktura kraju, rozszerzył się przemysł i produkcja rolna, ale równocześnie zaczęły pojawiać się pewne problemy: ogromny wzrost ludności czy migracje ze wsi do miast.
- Jaka jest Legenda o założeniu Meksyku?
-Dawno temu lud indiański zwany Aztekami zamieszkiwał tereny północne obecnego Meksyku. Wierzyli oni w wielu bogów. Pewnego dnia znależli kamienną głowę, która wydawała z siebie dziwne dzwięki.
Okazało się, że jest to głowa jednego z ich bogów zwanego HUITZILOPOCHTLI. Huichtzilipochtli obiecał, że uczyni Azteków panami całego Meksyku, jeśli wyruszą w podróż do miejsca, które On im wskaże.
Znakiem że dotarli na miejsce będzie orzeł, który siedzi na kaktusie i pożera węża.
Aztekowie wyruszyli w drogę i wędrowali prawie 200 lat szukając wskazanego miejsca. Aż pewnego dnia stanęli na brzegu jeziora Texcoco. Na środku jeziora znajdowała się wyspa, a na niej wędrowcy ujrzeli kaktus, na którym siedział orzeł i zjadał węża. Był to znak od ich boga. Osiedlili się tam i założyli miasto o nazwie Tenochtitlan. Teraz na tym miejscu wznosi się miasto Meksyk - stolica państwa meksykańskiego. - westchną. Tego chciał go przepytać , przecież to banalne , a przynajmniej on tak myślał.
- Hm , chyba jednak mogę powiedzieć że wiesz chłopcze dużo , i nie mam wyboru jak stawić ci piątkę. 


                                                                    •••


No niektórzy się zdziwili , a on po prostu słuchał. Meksykanie wierzą w czary? I nie mijają się z prawdą.  Ciekawe czy różowy też w to wierzy .. Co za głupie pytanie , oczywiście że wierzy. Żyje 220 lat , dla tego zielonookiego ta jakiś rodzaj czaru. Zagwizdał cicho słysząc o ocenie jaką dostał chłopak. Gray dostał taką samą.


                                                                   •••


Znudzony , wyjął swój zeszyt od rysunków i zaczął szkicować. Lubił to robić gdy dostał - jak to mówi się w sztucę - oświecenie. Nie chwali się , ale jak ktoś by zobaczył jego rysunki powiedziałby że są one dziełem prawdziwego artysty.


                                                                    •••


Znudziło mu się gapienie przez okno. Oparł na krześle i zwrócił wzrok zaciekawiony co robi chłopak , a gdy zauważył powstający rysunek jeszcze bardziej się zainteresował. Oparł dłonie o podbródek i dyskretnie patrzył na pracującą dłoń różowowłasego.


                                                                    •••


Uśmiechną się pod nosem gdy jego dzieło zostało zakończone. Narysował tym razem coś na rodzaj ptaka , albo raczej naszkicował feniksa. Tak mu się zdawało. Rysował to co widział czasami w snach. Mógł śmiało powiedzieć że to jedno z jego najlepiej wychodzących obrazów.                                                              
                                         

                                     •••


- Masz talent - mrukną gdy różowy skończył szkicować. Nie spodziewał się że ma takie zdolności.


                                                               •••

- Chyba nie powinno się zaglądać do czyiś zeszytów , ale dzięki. - także mrukną. Bo lubił gdy ludziom podobają się jego rysunki. Nie ważne już kto to. To jedyna rzecz o której by z obcym porozmawiał.


                                                             •••

- Masz ich więcej? - w końcu udało mu się nawiązać jakiś dłuższy kontakt. Ale był również ciekawy co jeszcze ma Dragneel.


                                                             •••

- Cały zeszyt. - poklepał plik kartek (czt. zeszyt) - Ale wątpię byś był ciekawy moich bazgrołów. - dodał , jeśli czarnowłosy powiedział te słowa od tak sobie że ma talent to koniec rozmowy. Lecz jeśli na serio mu się spodobało to może jednak nie jest taki zły.


                                                            •••


- Nie umiem szkicować tak jak ty , ale lubię pooglądać arcydzieła innych. - ,,chociaż twoje będą pierwsze" doda w myślach. - Mogę? - wskazał na zeszyt.


                                                             •••


- Arcydzieła? - uniósł brew do góry , wyraźnie zaskoczony, - Nigdy nie uważałem moje rysunki za coś godnego uwagi. - rzekł poważnie a później podsuną czarnowłosemu zeszyt. - Jeśli chcesz to proszę bardzo.


                                                              •••


- A jak inaczej nazwać coś co wygląda na dzieło Leonarda da Vinci? - odpowiedział. - Powinieneś myśleć inaczej o swoich szkicach. - gdy podsunięto mu zeszyt , od razu wziął się za oglądanie jego zawartości. Zobaczył namalowane kilka osób , tą dziewczynkę co dzisiaj widział , zwierzęta , smoki , ale dwa obrazy wpadły mu w oko. Wilka i drugi na którym był ... on i zielonooki.
( tak mniej więcej wyglądały te rysunki)
 


W dodatku jak to wyglądało. Ale to dziwne , przecież spotkał go dopiero jakieś 204 lata temu , gdy żył jeszcze normalnie. Gdyby to narysował w tamtym okresie już by był poniszczony , a wygląda jak świeżo zrobiony. Wskazał na ten szkic palcem i dyskretnie pokazał chłopakowi. - A to , to skąd? - spytał cicho z  nutką rozbawienia w głosie.


                                                               •••


- Można nazwać je bazgrołami , też dobrze brzmi. - stwierdził. - Inaczej? Czyli jak? - spytał. Gdy czarnowłosy pokazał mu ,,ten" rysunek , Natsu poczuł nutkę zażenowania ale nic poza tym. Przybrał znudzony wyraz twarzy. - Nawet nie komentuj. - westchną. - Narysowałem to niedawno , gdy mi się to przyśniło zawsze rysuje , coś co było we śnie. Gdy skończyłem , chciałem to wyrzucić , ale pewna osoba zabrała mi wtedy zeszyt i przechowała do dnia dzisiejszego. Całkowicie o tym zapomniałem. Jak chcesz , to to wyrzuć albo podrzyj. To był przypadkowy rysunek i wcale mi się nie spodobał.


                                                                 •••

- No też dobrze. - mrukną. - Myśleć o nich jak o czymś co może znaleźć się na wystawie w muzeum. - wyjaśnił. - Przyśniło ci się to? Nawet nie wnikam. Ale czy ta pewna osoba to nie przypadkiem ta dziewczynka co była z tobą w parku? - zapytał po raz kolejny. - Skoro nie chcesz go , to ja sy to wezmę , mi się tam podoba. - szepną i wyrwał rysunek z zeszytu.


                                                                •••


- Jeśli to ma się znajdzie się w muzeum to ja pójdę spać bez gaci. - powiedział , troszkę w lepszym chumorze. - Tak to właśnie ona mi zwinęła zeszyt. - odpowiedział. - Tobie się podoba? - wyraźnie słychać było zdziwienie w jego głosie. Po chwili zadzwonił dzwonek więc zabrał swój zeszyt i przerzucając torbę przez  ramię wyszedł bez pożegnania z klasy kierując się na następne zajęcia.


                                                                •••

- Czyli niedługo gacie do spania nie będą ci potrzebne , bo niedługo zobaczysz w muzeum swój obraz. - odpowiedział zadziornie. - Tak podoba mi się. Zachowam sy na pamiątkę. - zdążł powiedzieć , zanim zadzwonił dzwonek oznaczający przerwę.





















I tak dodałam pierwszy rozdział. Wiem krótki , ale będą dłuższe.

A to jak wyglądał ten pierścionek w sklepie:
A tak wygląda mniej więcej to , jak siedzą uczmiowie ( tam gdzie jest taki znak ••• /••• są normalni uczniowie , których nie ma w opowiadaniu ((tylko czasem)) ) :


1 komentarz:

  1. Rozdział super :D
    Ciekawe co Gray zrobił Natsu...
    Kocham ich :D
    Kiedy następny rozdział ?

    OdpowiedzUsuń